RÓWNO-WAŻNI III

Przedsiębiorca i pracodawca, a właściwie przedsiębiorczyni i pracodawczyni.

 

18 lipca 2014 godzina 20.00. Mimo, że po raz pierwszy od trzech lat mam urlop i to aż 2-tygodniowy, zdecydowałam się wziąć udział w tym programie TVP Łódź. Dlaczego? Bo poruszany temat zawsze był dla mnie ważny. Patrzę na niego oczywiście przez pryzmat moich osobistych doświadczeń i wydaje mi się, że rzeczywiście mam coś nie coś do powiedzenia. A na marginesie: wyjątkowo nie lubię, kiedy w różnych sprawach wypowiadają się osoby, które mówią tylko po to, żeby mówić – a dość często z taką sytuacją mamy do czynienia.

Moim zdaniem, aby zabrać głos na określony temat, trzeba mieć ku temu określone kompetencje. Z tego też względu moją wypowiedź podzieliłam na części, których tytuły informują, dlaczego mam mandat do wygłoszenia opinii. Każda część przedstawia nieco inny aspekt zagadnienia „kobiety na rynku pracy” – bo tak odczytałam temat telewizyjnej debaty.

Jestem praktykiem gospodarczym – że użyję męskiej nomenklatury. Takich kobiet jak ja jest w Polsce bardzo wiele – procentowo więcej w Polsce niż w jakimkolwiek kraju Europy. Ale oczywiście dużo mniej kobiet niż mężczyzn zakłada i prowadzi firmy, a jeśli już – to są to firmy zdecydowanie mniejsze niż firmy prowadzone przez panów. Dlaczego tak jest? Warto się nad tym zastanowić, przeanalizować, wyciągnąć wnioski. Potwierdzam, że nam kobietom jest w biznesie po prostu trudniej.

Zakładanie firm przez kobiety początkowo było spowodowane zmianami na rynku pracy. Kiedy w wyniku transformacji zniknęły przemysły zatrudniające dużą liczbę kobiet (tzw. przemysł lekki), te odważniejsze starały się wziąć los w swoje ręce. Jednym się powiodło, innym nie – jak to w życiu. To był jednak impuls, który pobudził kobiety do poważnego traktowania tego sposobu zarabiania na życie. Prowadzenie firmy niesie jednak wielkie zagrożenia dla życia rodzinnego, bo choć z jednej strony jest to niewątpliwie „elastyczny czas pracy”, bowiem samodzielnie podejmuje się decyzje o terminie wykonania poszczególnych zadań, to w miarę rozrastania się firmy tych zadań jest tak dużo, że można zapomnieć o 40-godzinnym tygodniu pracy. Państwowa Inspekcja Pracy, tak bardzo troszcząca się o to, by nie przekroczyć zapisów kodeksowych, jakoś nie interesuje się tym, że przedsiębiorczynie pracują często siedem dni w tygodniu, nierzadko po dwanaście godzin.

Bywa, że jest to konieczne, by zarobić na luksus zatrudniania pracowników, którym przecież wszystko się należy i są pod dobrą ochroną. Mówię to z własnego doświadczenia. Co robi pracownica, której odmawia się pójścia na urlop w czasie wakacji, bo nie ma jej kto zastąpić? Idzie na zwolnienie lekarskie. Z powodu bólu pleców. Jak to wpływa na finanse firmy? Ano trzeba zapłacić tejże pracownicy i trzeba zatrudnić nową osobę, której też trzeba zapłacić, choć na początku nie wnosi do firmy żadnych wartości, a jedynie „pobiera”, bowiem trzeba przydzielić jej kogoś, kto będzie ją uczył – a to po prostu kosztuje… Dużo tych „trzeba”. W obecnej sytuacji rynkowej takie płacenie trzy razy za jedną pracę oznacza straty dla firmy i zwyczajnie trzeba szukać pieniędzy, by je pokryć.

Przedsiębiorcy-pracodawcy – w odróżnieniu od pracowników – nie są w żaden sposób chronieni przez państwo. Trzeba zatem dużej determinacji, by wszystkie obciążenia nakładane na przedsiębiorców cierpliwie znosić. W szczególnie trudnej sytuacji są oczywiście mali przedsiębiorcy, często traktujący swoją działalność jako alternatywę dla wykonywania pracy etatowej. Jeśli sytuacja w tym zakresie nie ulegnie zmianie, duch przedsiębiorczości na pewno rozwijać się nie będzie, bo nawet pokazywanie dobrych praktyk i sukcesy garstki tych, którym się udało, nie wystarczy.

A pamiętajmy, że właśnie mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa wytwarzają 67% produktu krajowego brutto i zatrudniają ¾ Polaków. Takich firm jest w Polsce… 99,8% wszystkich firm! To chyba dobitnie pokazuje skalę problemu!

Niejedna przedsiębiorczyni chętnie oddałaby swoją działalność za spokojną pensję i luksus zapominania o pracy w momencie opuszczania miejsca, w którym ją wykonuje. Nie jest to jednak możliwe, bowiem i w dzień, i w nocy odpowiada za wszystko absolutnie, więc w przypadku jakiejkolwiek awarii musi być do dyspozycji i pędzić do swojej firmy.

Charakter mojej firmy sprawia, że zawsze pracowałam od rana do nocy – od 9.00 sprawy organizacyjne i pracownicze, kontrahenci i cała administracja, popołudniu zajęcia do 21.00. Pamiętam, co czułam, kiedy zadzwoniła do mnie moja mama opiekująca się akurat moimi dzieciakami z informacją, że pali się, a ona nie wie, co ma zrobić… Oczywiście był późny wieczór, pokonałam odległość do domu błyskawicznie (przekraczając wszelkie możliwe ograniczenia prędkości), rozepchnęłam tłumek stojący na klatce schodowej i pobiegłam siedem pięter w górę, by ratować moje pociechy… A później, kiedy poszły do szkoły, odrabianie lekcji późnym wieczorem, bo mama dopiero wtedy wracała do domu… A choroby dzieci? Moja córka wylądowała w szpitalu i natychmiast została zoperowana (wyrostek) właśnie w nocy, bo dopiero po powrocie z pracy wezwałam lekarza. Całe szczęście, że zdążyłam!

Te przykłady niech będą trochę ku przestrodze, a trochę po to, by pochopnie nie zazdrościć tym kobietom, o których mówi się, że odniosły sukces w biznesie, bowiem zawsze jest on okupiony wyrzeczeniami, ciężką pracą i komplikacjami w życiu osobistym.

Sporo goryczy w mojej wypowiedzi, chociaż niewątpliwie sukcesem jest prowadzenie firmy szkoleniowej od dwudziestu jeden lat, wbrew wszelkim przeciwnościom, załamaniom rynku szkoleń, kontrolom, nieuczciwym kontrahentom, niefrasobliwym pracownikom itp. itd. I to firmy, która w swojej branży zdobyła pozycję lidera na łódzkim rynku, zawsze o krok wyprzedzała konkurencję pod względem nowatorskich rozwiązań organizacyjnych i technologicznych. Bez wątpienia mam powody do satysfakcji.

Zatem mimo wielu wad ta forma zarabiania pieniędzy na życie ma sens – tylko należy mieć świadomość, że prowadzenie własnej firmy to wielka odpowiedzialność, która nie trwa 40 godzin tygodniowo, tylko 365 dni w roku, 24 godziny na dobę. Nie ma urlopów, ani świąt. Ale można realizować swoją pasję i spełniać marzenia. Można eksperymentować i decydować o tym, co dalej. A jeśli jest się naprawdę sprawnym, to i wynagrodzenie jest godziwe.

Badania wskazują na to, że 80% kobiet, spośród tych, które decydują się na rozpoczęcie własnej działalności, czyni to z lęku o swoją przyszłość. Ewa Lisowska, założycielka Międzynarodowego Forum Kobiet, twierdzi na podstawie przeprowadzonych przez siebie badań, że „lepiej wykształcone kobiety zakładają firmy głównie z wyboru, a te gorzej wykształcone najczęściej z konieczności”. Kobiety z wyższym wykształceniem motywowane są dążeniem do samodzielnego podejmowania decyzji, osiągania wyższych zarobków i pragnieniem osiągnięcia niezależności – chcą robić to, co lubią i w sposób zależny tylko od siebie! Unikają uderzania głową w szklany sufit, który dla innych kobiet jest barierą awansu na stanowiska kierownicze, szczególnie te najwyższego szczebla.

Kobiety o niższych poziomach wykształcenia zakładają firmy, bo spotykają się z trudnościami w znalezieniu pracy, doświadczają bezrobocia i ostatecznie wobec braku innych możliwości zarabiania na życie, niejako pod presją, uciekając przed bezrobociem, decydują się na działalność na własny rachunek, na ogół w handlu lub usługach dla ludności.

Powiedziałam sporo o kobietach przedsiębiorczych, decydujących się na prowadzenie własnej firmy. Przedsiębiorca to również pracodawca i aby funkcjonować, musi podejmować racjonalne decyzje. Również w odniesieniu do zatrudnianych przez niego/ nią kobiet i mężczyzn.

Od kilku lat świętuję „dzień zrównania płacy” kobiet i mężczyzn i choć co roku przypada on nieco wcześniej (w 2011 r. obchodzony był 5 marca, w 2012 przypadł na 2 marca, w 2013 i w 2014 był to 28 lutego), to jednak nadal kobiety pracują „za darmo” przez prawie sześćdziesiąt dni! Od czasu zainicjowania Europejskiego Dnia Równości Wynagrodzeń w 2011 roku średnia różnica w wynagrodzeniu kobiet i mężczyzn obniżyła się w niewielkim stopniu – z 17,5 proc. do 16,4 proc. Na dokładkę ta niewielka poprawa wskaźników odnotowana w ciągu ostatnich czterech lat wynika jednak nie tyle ze wzrostu płac kobiet, ile ze skutków kryzysu odczuwalnych w niektórych zdominowanych przez mężczyzn sektorach, takich jak budowlany czy maszynowy.

Czyżby praca mężczyzn była o tyle bardziej wydajna? Nie, nie jest! Wyższe płace mężczyzn są oczywiście jawną niesprawiedliwością – ale jako pracodawca rozumiem, skąd się one biorą. Rozumiem też dlaczego kobiety zajmują niższe stanowiska, a te najbardziej odpowiedzialne zarezerwowane są dla mężczyzn. Rozumiem tym bardziej, że sama jestem kobietą i wiem, że stojąc przed dylematem: dokończenie zadania w pracy czy popędzenie do domu do chorego dziecka – wybrałabym dziecko. W przeciwnym razie byłabym po prostu nieszczęśliwa…

Wszelka dyskryminacja jest nie do przyjęcia, więc powierzając stanowisko kierownicze powinniśmy kierować się wyłącznie kompetencjami. Nie wolno nam nawet pytać, czy kandydat ma rodzinę i dziecko. Tylko jeśli zatrudniony pracownik / pracownica, będzie co miesiąc na zwolnieniu lekarskim, za które przecież i tak musimy płacić, a za niego pracować będą inni, którym również dodatkowo trzeba zapłacić, a zadania nie będą miały właściwego nadzoru, to jesteśmy winni narażenia firmy na straty. Straty z kolei oznaczają narażenie pozostałych pracowników na brak środków finansowych na wynagrodzenia, nie wspominając już nic o podwyżkach…

 

Zatem póki co koszty wcielania w życie idei równych szans kobiet i mężczyzn w zakresie rynku pracy przerzucane są na przedsiębiorców-pracodawców, choć w moim – i chyba nie tylko moim – odczuciu powinny leżeć po stronie państwa! Podobnie jak i dbałość o odtwarzanie kapitału ludzkiego w wystarczających ilościach – mam tu oczywiście na myśli zapewnienie odpowiednich warunków finansowych tym rodzicom, którzy decydują się na posiadanie dzieci. Celowo piszę o rodzicach, bo uważam, iż oboje są w równej mierze odpowiedzialni za wychowanie potomstwa. Nasze społeczeństwo jeszcze nie postrzega tego tak, jak na przykład Szwedzi, gdzie od kilku lat obligatoryjne

są urlopy rodzicielskie dla mężczyzn. Zmiany w mentalności społecznej zachodzą jednak powoli
i wymagają szeroko zakrojonych akcji nastawionych na pokazanie zalet takiego urlopu pozwalającego na nawiązanie głębokich więzi pomiędzy ojcem a dzieckiem i na uzmysłowienie mężczyźnie, jak bardzo ważny jest dla swojego dziecka i jak ważne jest dziecko dla niego samego!

Zatem z punktu widzenia przedsiębiorcy-pracodawcy, a raczej przedsiębiorczyni-pracodawczyni, jaką niewątpliwie jestem, zatrudnianie kobiet musi być rozpatrywane przez pryzmat bezpieczeństwa firmy i osób w niej pracujących. Kobieca solidarność w tym przypadku nie ma zastosowania i mieć nie może. Oczywiście podejmowanie racjonalnych decyzji, ale zgodnych z intencją idei równych praw kobiet i mężczyzn dość łatwo jest wspomóc – przez odpowiednie regulacje i zachęty materialne, np. zwalnianie z obciążeń podatkowych lub różne formy dotacji, w tym z funduszy unijnych…

Na zakończenie przykład działań podejmowanych na rzecz takiej równowagi. Otóż jednym z przejawów jej braku jest znikomy odsetek kobiet na wysokich szczeblach zarządzania – w tym w radach nadzorczych spółek notowanych na giełdach. Już 2012 r. Komisja Europejska przyjęła budzącą ogromne kontrowersje propozycję legislacyjną w sprawie promocji kobiet w biznesie, w myśl której do 2020 roku kobiety będą stanowiły 40 procent członków rad nadzorczych spółek giełdowych (z wyłączeniem firm małych i średnich). Cieszyła się z tego przede wszystkim wielka orędowniczka tej koncepcji – Viviane Reding, komisarz ds. sprawiedliwości i praw obywatelskich, którą miałam okazję poznać przy okazji jej obecności na III Kongresie Kobiet. Viviane Reding powiedziała wtedy: „Unia Europejska od 50 lat z sukcesem promuje równość płciową. Chociaż w jednym obszarze nie zauważyliśmy postępu: w zarządach firm. Propozycja KE zapewni, że w procedurach selekcyjnych na członków rad nadzorczych pierwszeństwo będzie przyznawanie kandydatkom-kobietom – jeśli są niedoreprezentowane i równie wykwalifikowane jak kandydaci-mężczyźni”. Wśród krajów sprzeciwiających się były m.in. Wielka Brytania i Szwecja, natomiast w kilku innych państwach Unii Europejskiej – w tym we Francji, Włoszech, Hiszpanii i Holandii – podobne krajowe kwoty obowiązywały już wcześniej.

W Polsce kobiety stanowią 11,8 procent członków zarządów spółek giełdowych, w Unii Europejskiej – 13,7 proc.

 

10489941_1468143870110189_6473016604724936751_n10407235_1468143816776861_2014665386185592659_n

Opublikowano przez in Artykuły Bożeny Ziemniewicz

Dodaj komentarz